Proza

Na chwilkę rozproszenia

Tym razem nie było upału. Podożynkowy czas wniósł w aurę dnia wyjątkowo refleksyjny nastrój. Koniec sierpnia witał spacerowiczów – łagodnym powiewem wiatru a pysznił się on – całą gamą zapachów w szmerze koszonych traw, zbóż, ziół, wtulając się uśmiechem z ciut frywolną nutką melancholii – w splecione dłonie przechodniów.

Roześmiany gwar biegających dzieci w alejkach, nie dopuszczał jeszcze do ich myśli… rozszczebiotanego dźwięku szkolnego dzwonka. Na jednej z ławek usiadła mama z nastoletnią – w swoim świecie – nadpobudliwą córką. Ileż było wdzięku w jej… zapatrzeniu na siedzącą obok parę. Ilekroć pochylali ku sobie głowy, dziewczyna o oczach pełnych miłości drobnymi – w gestach… roześmianymi dłońmi nieporadnie biła brawo.

Po chwili… uwagę małej kobietki zwróciły na siebie – szare łobuziaki – całym stadkiem przyfruwając pod jej stopy, ignorując – dostojnie przechadzającą się opodal parę kawek z dumnie uniesionymi, zamkniętymi dziobami. Po przeciwnej stronie alejki – wierzba mimo zanurzonych w stawku długich włosów, rozpostarła otwarte opiekuńczo ramiona by ta część dnia… należała do niej. W stłumionej kakofonii okolicznego ruchu ulic

dzięki różnorodności drzewostanu zadbanego – zielonego oddechu miasta – natura dzieląc się… też – bogaciła o jeszcze jedną cząsteczkę szczęścia – rozmarzone powieki pani.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie będzie opublikowany. Pola oznaczone gwiazdką są obowiązkowe.

Wyślij komentarz